ŚWIADECTWA:


 

RCA


Witam Was Wszystkich i serdecznie pozdrawiam z Bagandou w Republice Środkowo-Afrykanskiej!

Jestem tu już prawie dwa miesiące. Szpital, w którym będę pracować, został niedawno otwarty; w tej chwili my (tzn 2 lekarki i polska pielęgniarka) przygotowujemy się do rozpoczęcia pracy. Jesteśmy w trakcie zatrudniania personelu i załatwiania związanych z tym spraw urzedowych. Ja dodatkowo uczę się tutejszego języka (sango,język narodowy w RCA) i w dalszym ciągu aklimatyzuję się. Tutejsza populacja słabo zna francuski - wiec bez podstawowej znajomości języka trudno byłoby mi zacząć pracę. Mam dosyć przykre doświadczenia związane z tłumaczami języka miejscowego w Kamerunie; znikali z pola widzenia zawsze wtedy, gdy byli potrzebni - i wynikały z tego zupełnie niepotrzebne awantury. Lepiej poradzić sobie samemu !
Pobyt w RCA zaczelam dosyc pracowicie, bo najpierw przez tydzień biegałam po urzędach w stolicy - Bangui - by pozałatwiac zezwolenia na pobyt, na wykonywanie zawodu lekarza w RCA, na otwarcie szpitala, by odebrać cargo z lotniska, leki z apteki etc,etc... Cześć tych pozwoleń nadal mamy tylko "na gębe", a nie na piśmie, ale są "na dobrej drodze". Zobaczymy! W Kamerunie przez 2 lata czekałam na pisemne prawo wykonywania zawodu - i nie doczekałam się. Następnie przez ponad tydzień pracowaliśmy wszyscy (-sześcioro misjonarzy, tj. trzech księży i my trzy ze służby zdrowia) w szpitalu-przy pracach wykończeniowych budynku. Ja pracowałam w ekipie stolarskiej; robiliśmy we dwójkę półki pod kamienne lady w salach zabiegowych. Potem było bardzo uroczyste otwarcie szpitala (z udziałem ludzi z ministerstwa zdrowia), a potem byłam przez tydzień na kursie dla lekarzy RCA na temat krajowego programu leczenia AIDS.

Nareszcie mam teraz więcej czasu na naukę. Mieszkamy we trzy w domku koło szpitala; cały ten kompleks budynków stoi na terenie misji - niedaleko jest kościół, plebania i szkoła dla dzieci pigmejskich. Tutejsi Pigmeje są w samym Bagandou nieliczni, mieszkają w okolicznych lasach -we wioskach i przysiółkach. Wyraźnie izolują się od pozostałych plemion; najlepiej czują się w lesie, z dala od dróg i jakiejkolwiek cywilizacji. Misja jest w centrum wioski - za ścianą drzew i gęstych zarośli mieszkają wkoło nasi sąsiedzi i ich dobytek. Codziennie rano podchodzą pod moje okna barany, kozy - prowadzące swoje młode; drą się, rozrabiają, budzą nas i robią permanentny nieporządek na ścieżce. Odwiedzają nas też prosięta i kury. Jest sielsko, swojsko i uczę się od nowa życia na łonie natury! Ja sama kilkakrotnie odwiedziłam wioski i osady pigmejskie w okolicy; Pigmeje są przyjaźnie nastawieni, ale raczej nieśmiali - podobnie jak w Kamerunie.

Kochani, bardzo miło wspominam mój udział w Wolontariacie Kanosjanskim, nasze spotkania formacyjne, wspólne modlitewne zadumania-i te chwile radosne i wesołe. Musze Wam wyznać - jako już "gotowy" misjonarz - ze bardzo wiele zawdzięczam VOICA. Po raz pierwszy w życiu musiałam udzielić wyczerpującej odpowiedzi na -w gruncie rzeczy trudne - pytania... Dlaczego chce jechać na misje, czy zgadzam się na życie inne - skromniejsze, bardziej dla innych - niż moje dotychczasowe życie... I jeszcze mnóstwo innych ważnych - a nienazwanych wcześniej-spraw. Tak naprawdę-to po rozmowie wstępnej z Siostra Amelia(-a była to rozmowa dosyć trudna dla mnie!) dotarło do mnie - co tak naprawdę chce dalej robić w tej mojej ukochanej Afryce... A absolutnym dopełnieniem była ankieta dla s.Patrycji oraz fakt, że cztery znające mnie osoby pisały - bez mojej wiedzy - opinie o mnie ! Czekanie na "werdykt" Siostr Kanosjanek, czyli - co z tego wyniknie - było tez ważnym dla mnie doświadczeniem. Dzielę się tym, bo niektórzy z Was są pewnie w podobnej sytuacji; napisali ankiety, czekają - co z tego wyniknie... To bardzo dobry czas, to czekanie! Wszystkim, nawet terminem powołania do służby misyjnej - zawiaduje Pan - i tak jest najlepiej!
Nie chciałabym, żeby te moje wywody brzmiały jakoś tak mentorsko; moje doświadczenie pracy na misjach jest dopiero dwuletnie... ale nadal bardzo się cieszę, że mogę tu być i tak pracować. I chwała Panu! Kończąc-pozdrawiam Was wszystkich serdecznie. Trzymajcie się - i bądźcie nadal tacy jacy jesteście! Ewa, bardzo dziękuję za Twoją życzliwość i spontaniczność. Agnieszko i Beatko - dzięki wielkie za monitorowanie moich spraw urzędowych w IMS w Warszawie. Kochana, wspaniała Siostro Amelio - dzięki za WSZYSTKO... i za naszą ostatnią rozmowę przed moim wyjazdem. Liczę na obiecane materiały.! Z Panem Bogiem!  

Zofia Kaciczak