|
Świadectwo z Togo
"Twoja misja jest tam gdzie żyjesz. Nie trzeba wyprawy na
koniec świata, by być misjonarzem. Być może Jezus jest nieznany i
zakazany w Twoim najbliższym otoczeniu, w Twoim miejscu pracy
czy... We własnym domu." |
 |
Już od dawna marzyłem o wyjeździe na misje. Pierwszą możliwość
takiego wyjazdu otrzymałem wstępując do Międzynarodowego Wolontariatu
Sióstr Konosjanek, które, podczas co miesięcznych zjazdów w Tarnowie
przygotowują osoby świeckie do wyjazdu na misje.
Moje pragnienie zrealizowałem w lipcu 2001 r. Wraz z Basią, Jolą i
siostrą Amelią pojechaliśmy na krótkoterminowy - miesięczny
wolontariat do Togo.
Togo to kraj położony w zachodniej Afryce, nad Zatoką Gwinejską,
liczący 5 mln. mieszkańców. Językiem urzędowym jest tu język
francuski, natomiast tubylcy posługują się też językiem ewe, kabre i gur.

Nas osobiście Afryka przyjęła bardzo gościnnie, mieszkaliśmy w bardzo
dobrych "europejskich" warunkach jakże różnych i innych od tych wokół
nas. Brakowało tylko telewizji i radia.
Nagle znalazłem się w zupełnie innym, nieznanych mi dotąd świecie,
zupełnie obca mi rzeczywistość rozpościerał przede mną swe ramiona.
Gdy rozglądałem się wokoło miałem czasami wrażenie, że wzrok mnie
zawodzi. Togo to bardzo biedny kraj. Tu w chwili zwątpienia i litości,
która ogarnia serce, gdy jest się naocznym światkiem cudzego
cierpienia można na myśl przywołać tylko jedne słowa: "Nędzy nie
stworzył Bóg. Stworzyliśmy ją my: ja i Ty. Jesteśmy za nią
odpowiedzialni, bo nie dzielimy się tym, co mamy."
Mieszkaniec Togo zwykle nic rano nie jada. Dzieci, które dostają kilka
groszy jedzą coś na przerwie w szkole, są jednak też takie, które
pierwszy posiłek spożywają dopiero w domu - pierwszy a zarazem nie
rzadko ostatni. Tak żyje większość.
Takie przeżycia zmuszają do refleksji, są okazją do spojrzenia z
dystansu na swoje życie a przede wszystkim uczą na nowo mówić
"dziękuję Boże: za dach nad głową, za ciepłe schronienie a przede
wszystkim za chleb, którym karmisz mnie każdego dnia - bo nie wszyscy
go otrzymują". Nie musimy się martwić o następny posiłek, ubranie,
wygody, bo mamy to wszystko w nadmiarze - tym ludziom brakuje tego
każdego dnia.
Ludzie żyją w lepiankach, śpią na matach, tu nie ma jak u nas
wygodnych łóżek ani mebli, nie wspomnę już o bieżącej wodzie czy
elektryczności, telewizor czy radio w świetle tej rzeczywistości są
tylko marzeniem.
Ci ludzie bardzo potrzebują naszej pomocy a przecież miłość to
dzielenie się z innymi.
Tutaj naprawdę się czuje jak wielkie znaczenie czasami może mieć
maleńki gest w stosunku do drugiego człowieka, jak wielkiej wartości
nabiera zwykły uśmiech, zabawa z dzieckiem, wspólna nauka. Te
wszystkie drobne rzeczy stają się naszym sposobem wyrażania Bożej
miłości w czynie.
Pierwsze dziesięć dni prowadziliśmy zajęcia dla dzieci z okolicznych
wiosek, po cztery godziny dziennie. Zajęcia praktyczne prowadzone były
z pomocą sióstr postulantek i przeplatały się każdego dnia z zabawami.
Dzień jednak rozpoczynał się od katechezy w języku ewe co było
elementem naszej ewangelizacji. Dzieci z wielką uwagą przyglądały się
pracą przez nas wykonywanym i z zaciekawieniem chłonęły wiedzę, którą
im przekazywaliśmy. Kolejne tygodnie spędziliśmy na pracach
pomocniczych w domu wolontariackim, szkole i piekarni przy wypiekach
pieczywa. Przez tak krótki czas nie wiele można zrobić, ale przecież
to nie ilość dobrych uczynków jest istotna, lecz ilość miłości, jaką w
nie włożyliśmy. W Afryce człowiek zapomina sam o sobie a im bardziej
odrywa się od swoich spraw, tym bardziej przenika je Jezus, bo dla
niego nie liczy się to ile mamy, - lecz to, kim jesteśmy i jakim
jesteśmy człowiekiem dla swojego brata.
Pobyt w Togo zmusił mnie do refleksji nad własnym życiem, pozwolił
spojrzeć na niego z innej perspektywy, na chwilę się zatrzymać i
wyciągnąć wnioski, ale przede wszystkim nauczył prostoty
i umiejętności cieszenia się z tego, co mam.
Obecnie przygotowuję się do rocznego wyjazdu na misje, wierząc, że uda
mi się ten czas spędzić owocnie i podarować "uśmiech na dłoni" tym,
którzy najbardziej go potrzebują.
Wojtek Drobiński
|