ŚWIADECTWA:


 

O nic się nie martwię, bo Pan Bóg mnie prowadzi

"O nic się nie martwię, bo Pan Bóg mnie prowadzi" - powtarza te słowa z uśmiechem 23-letnia Beata. Kilka tygodni temu wróciła z Afryki, gdzie pracowała w ramach wolontariatu kanosjańskiego. Razem z nią pojechała do afrykańskiej Tanzanii grupa młodych Włochów: trzy dziewczyny i dwóch chłopców.
Beata już wcześniej zetknęła się z wolontariatem. W zeszłym roku (1999), z grupą przyjaciół związanych z parafią pw. Miłosierdzia Bożego w Tarnowie, pracowała jako wolontariuszka w Domu dla Uchodźców na Sycylii. Tam mogła się sprawdzić, nabyła doświadczeń. Potem przez kilka miesięcy przebywała za granicą, sama, z daleka od bliskich. Miała czas, by to wszystko przemyśleć. Zarobiła trochę pieniędzy, co ułatwiło jej podjęcie decyzji o wyjeździe do Afryki. Wolontariusze sami, bowiem opłacają sobie koszty podróży, ubezpieczenie i szczepienia przeciw chorobom tropikalnym. Łączna suma przekracza znacznie kwotę 5000 zł. Trochę pomogli także sponsorzy, których udało się znaleźć przy znacznym zaangażowaniu opiekuna parafialnej grupy młodzieżowej - ks. Sławomira Głodzika.
Po Kongresie wolontariuszy (Convegno VOICA, 30 lipiec 2000 do 4 sierpień 2000), który odbył się w Rzymie, grupa młodych ludzi poleciała pod opieką jednej z sióstr kanosjanek do Kenii, a stamtąd do Tanzanii, do miejscowości Komuge, położonej nad jeziorem Wiktoria. W Komuge siostry kanosjanki prowadzą centrum katechetyczne. Wolontariusze z Europy już po raz trzeci pracowali w tej miejscowości. Dwa lata temu odremontowali siostrom kaplicę, rok temu kościół parafialny, tym razem odremontowali dwa domy i wybudowali jeden dla ubogiej kobiety, która w zeszłym roku straciła 2 synów. Utonęli podczas połowu ryb na jeziorze Wiktoria. Warunków, w których mieszkała kobieta wraz ze swym 15-letnim synem, Europejczyk nie jest w stanie sobie wyobrazić. Mała lepianka z ziemi i wody na konstrukcji z gałęzi, wąziutka sień i miejsce do spania. To wszystko. Cały dom. Ciemny i wilgotny, bo w ścianach nie ma okien.

Dalej>>>