|
Świadectwo Anii z
misji na Białorusi
"Uczyń nas, Panie, godnymi służyć naszym braciom
na całym świecie, którzy żyją w biedzie. Daj im przez nasze ręce
chleb codzienny i przez wyrozumiałą miłość daj im pokój i radość" |
 |
Do wyjazdu na misje przygotowywałam się podczas spotkań
wolontariackich prowadzonych przez siostry Kanosjanki w Gocławicach
koło Tarnowa.
Na Białorusi spędziłam jeden wakacyjny miesiąc, lipiec 2002 r., były
to misje krótkoterminowe.
Białoruś to państwo we wschodniej Europie, bez dostępu do morza. Na
północy graniczy z Litwą i Łotwą, na wschodzie z Rosją, na południu z
Ukrainą oraz na zachodzie z Polską.
Wciąż trudna sytuacja polityczna i ekonomiczna sprawia, że dużo ludzi
żyje w skrajnym ubóstwie, nie mając podstawowych środków do życia. Nie
stać ich na kupienie środków czystości i higieny, co sprzyja rozwojowi
różnych chorób. Brak leków, witamin uniemożliwia leczenie lub
zabezpieczenie przed chorobą. To wszystko sprawia, że poziom życia
wielu osób jest znacznie niższy. Z drugiej strony ci, którzy w
jakikolwiek sposób odbili się od dna ubóstwa zewnętrznego i
materialnego doświadczają ogromnej pustki i ubóstwa wewnętrznego i
duchowego. Obie formy ubóstwa prowadzą do zmian w psychospołecznym
życiu ludzi, czego wynikiem jest izolacja, alkoholizm, agresja,
obojętność, brak nadziei i radości życia.
Bieda rodzi w człowieku poczucie poniżenia i niskie poczucie wartości.
Brak możliwości dostania się na studia u młodych ludzi wywołuje
odczucie bycia niepotrzebnym i nie zdolnym do znalezienia pracy
Brak możliwości stałego zamieszkania powoduje utratę życiowego
fundamentu, poczucia bezpieczeństwa. Wielu poddaje się depresji, traci
sens i wartość życia.
Większość rodzin wielodzietnych żyje w skrajnym ubóstwie. Rodzice nie
są w stanie wychować wszystkich dzieci i dać im wykształcenie. Oddając
dzieci do szkół specjalnych lub domu dziecka, sami, często pozbawieni
praw rodzicielskich, kończą życie na ulicy. Ponad połowa zawartych
małżeństw się rozpada. Przyczyną tego jest brak odpowiedzialności,
stałości, poznania wartości wyższych. Dzieci z rozbitych rodzin - to
są często przyszli narkomani, alkoholicy i bandyci, których wychowuje
ulica. Poczucie zagubienia, beznadzieja, brak miłości i zaufania do
kogokolwiek...
Przed Kościołem katolickim na Białorusi stoi ogromne zadanie ukazania
ludziom chrześcijańskiego sensu życia, odkrycia w sobie godności
Dziecka Bożego, odnalezienia oparcia w Bogu. Trzeba pomóc człowiekowi
umocnić w sobie poczucie godności przez braterską solidarność z
biednymi, współczucie, stworzenie atmosfery zaufania, okazanie miłości
i możliwości do osiągnięcia indywidualnych sukcesów, odkrycia
głębokiego szczęścia i radości życia.
Wraz ze mną na misje wyjechało dziesięć osób świeckich i dwie siostry:
Julia i siostra Amelia. Mieszkaliśmy w niewielkiej wiosce czyt. Sienna
położonej w diecezji wirebskiej, korzystając z gościnności ks.
Janusza, który w znacznym stopniu pomógł nam zorganizować wyjazd.
Każdy dzień zaczynaliśmy od Mszy Świętej. Nasza praca polegała przede
wszystkim na przynoszeniu radości i wywoływaniu uśmiechów na twarzach
dzieci po przez wspólna zabawę z nimi.
Co dzień musieliśmy przejść kilka kilometrów piechotą aby móc spotkać
się z naszymi maluszkami.
Spacerowaliśmy do małej wioski Popółki. Pracę zaczynaliśmy o godz.
10.00 a kończyliśmy o godzinie 14.00.
Dzieci bardzo chętnie się z nami bawiły i żartowały, potrafiły cieszyć
się z najmniejszego gestu czy nawet zwykłego uśmiechu. Lubiły się
bawić, śpiewać, tańczyć. Gdy wspominam teraz ich radosne twarzyczki na
myśl przychodzą mi anonimowe słowa: "Nie ma szczęścia większego i
pejzażu piękniejszego świat nie namalował; niĽli uśmiech dziecka"
Pamiętam jak uczyliśmy ich słów piosenki Arki Noego "Święty, Święty
uśmiechnięty"; dzieciaki powtarzały słowa z taką radością a brzmienie
słów "taki mały, taki duży może świętym być..." trafiało nie tyle do
ucha co prosto do serduszka.
Pobyt na Białorusi uświadomił mi jak wielkim darem Bożym jest dziecko,
jak wielkim pięknem ludzkiego bytowania. Dziecko trzeba kochać, trzeba
mieć zawsze otwarte ramiona do przytulenia, kiedy życie zaboli. Trzeba
mieć dla nich czas, wiele czasu... Trzeba mieć gorące serce, kiedy w
około tyle chłodu. Trzeba im mówić nieustannie jak bardzo są kochane.
I jeszcze jednego mnie nauczył ... prostoty. Oglądam dziś swoje
przytulne mieszkanko, wannę, cieplutkie łóżeczko. Nie doceniałam ile
to znaczy. Do wyjazdu na Białoruś.
Anna Rudnicka
|