|
Dzień
I
W piątek wieczorem po
krótkiej aklimatyzacji udaliśmy się na adorację Najświętszego
Sakramentu. Rozważaliśmy orędzie Jana Pawła II skierowane na niedzielę
misyjną, a wszystkiemu towarzyszyły śpiewy, którym przewodziła Ania
Januszko. Niektórzy nie mogli się oprzeć urokowi tego miejsca i już
wieczorem, gdy cała okolica była spowita niewielką mgłą wyszli na krótki
spacer.
Dzień II
Drugi dzień
rozpoczęliśmy jutrznią, którą modliliśmy tuż za kościołem na stromej
skale wapiennej na której zbudowany jest mały kościółek. Przy okazji
mogliśmy podziwiać wspaniałe widoki Ojcowskiego Parku Narodowego.
Następnie po śniadaniu
udaliśmy się na wędrówkę do Pieskowej Skały, mijając po drodze maczugę
Herkulesa. Nieopodal Pieskowej Skały - zamku warownego, czekał na nas
ks. Leszek , który poprowadził z nami pierwsza część rekolekcji. Po
przedstawieniu nam, krótkiego zarysu historii tego miejsca, zajęliśmy
się głównym tematem naszego spotkania, a mianowicie Eucharystią w życiu
każdego chrześcijanina. Ks. Leszek pierwsze co zrobił to podzielił
pomiędzy nas piękny okrągły bochen chleba, normalnie nie do zdobycia w
naszych sklepach. Jedząc go , pisaliśmy słowa piosenki, którą później
śpiewaliśmy jeszcze wiele razy, a która bardzo wielu z nas przypadła do
gustu. Nasz przewodnik duchowy zwrócił i zaakcentował, że chleb i wino
jest najprostszym i najgenialniejszym sposobem ofiary Jezusa Chrystusa.
Wędrując czerwonym szlakiem wróciliśmy do Grodziska. Trudno by sobie
wyobrazić stan w jakim byśmy dotarli do naszej miejsca przyjazdu, gdyby
nie piękna pogoda, zważywszy na fakt , że wracaliśmy stromym pięknym
wąwozem, którego pokonanie wymagało pewnego wysiłku. Po dotarciu na
nasze miejsce bazowe wróciliśmy do naszych rozważań na temat
Eucharystii, przedtem jednak słuchając i ucząc się dwóch, myślę, że dla
większości z nas nowych piosenek. Po obiedzie odkrywając nowe dla nas
miejsca odmówiliśmy różaniec, wędrując kolejno koło 'skalnych drzwi',
wzdłuż Prądnika, przypatrując się samotnym skałom wapiennym rozrzuconych
w dolinie a przez tubylców zwanych 'pielgrzymami'. Ostatnim epizodem
naszej wędrówki było wspólne śpiewanie piosenki. Niby nic szczególnego,
ale: podzieliliśmy się na dwie grupy i z dwóch wzgórz oddzielonych od
siebie głęboką kotliną z całych sił bardzo gromkim śpiewem daliśmy znać
o sobie nie tylko sobie nawzajem, ale i innym osobom, dotąd nie
zdających sobie sprawy z tego, że w tej okolicy ma swoje spotkanie
'Voica Poland'. W celu zsynchronizowania początku naszych śpiewów, nie
obyło się bez pomocy obecnie już nie robiącej na nikim żadnego wrażenia
zdobyczy techniki jaką jest telefon komórkowy.
Kolejnym punktem była
spowiedź i Eucharystia, której poświęciliśmy nasze spotkanie. Na
zakończenie dnia wspaniałe świadectwo swojego życia przedstawiła Zosia -
lekarz chirurg z Zakopanego. Zosia jest od 2004 roku na misji
RCA(Republika Centralnej Afryki), a wcześniej była dwa lata w Kamerunie.
Przedstawiła problemy z jakimi się spotyka na co dzień. Mimo delikatnie
mówiąc niesympatycznych doświadczeń z jakimi się spotkała, imponuje,
myślę nie tylko mi niesamowitą pogodą ducha oraz głęboką wiarą, a
entuzjazm i dobroć, która od niej bije, myślę wielu z nas wtedy tam
obecnym się udzieliła. Na zakończenie dnia Jakub oraz Halinka
opowiedzieli o nowym projekcie, który mamy zamiar wcielić w życie , a
który związany jest z wyjazdem na Ukrainę. Oczywiście na spotkaniach,
nawet tych rekolekcyjnych, godzina 22.00 to nie jest granica po
przekroczeniu, której wszyscy grzecznie idą spać. Rozmowom nie było
końca, i tylko naprawdę duże znużenie po wielu rozmowach, połączone z
elementami ziewania skłoniły nas do udania sie na miejsce tymczasowego
spoczynku czyli do swoich wygodnych łóżeczek.
Dzień III
Ostatni dzień pobytu w
Grodzisku rozpoczęliśmy jutrznią i mszą świętą. A następnie po posiłku
naładowani wielką radością i entuzjazmem ruszyliśmy do swoich domów,
choć nie wszyscy. Niektórzy szczęściarze, którzy mogli sobie pozwolić na
późniejszy przyjazd do swoich domów, myślę, że miło spędzili czas
przemierzając Ojcowski Park Narodowy. Pogoda bardzo nam sprzyjała.
Momentami trzeba było zdjąć kurtkę, i tylko różnobarwne liście pod
drzewami przypominały nam, że to już jesień; połowa listopada.
|