|
Zaprawdę, powiadam
wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego.
Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho
igielne
niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego."
/Ew.Mateusza
19:23-25/
Spotkanie formacyjne
Międzynarodowego Wolontariatu Kanosjańskiego
Gosławice listopad 2003 r.
Podsumowanie
- Ubóstwo materialne i duchowe
Rozpoczynając rozważania
na temat ubóstwa w pierwszej kolejności należy dokonać oczywistego, ale
jakże ważnego rozróżnienia dwóch zupełnie odrębnych, choć pozostających
we współzależności zjawisk. Czym innym jest ubóstwo materialne znane
dobrze wielu z nas. Ubóstwo, które dobrze spożytkowane, może przybliżać
do zbawienia. Ubóstwo, z którym niejednokrotnie podejmujemy walkę w imię
miłości bliĽniego. Czymś zaś zupełnie innym jest ubóstwo duchowe, które
odgradza nas od bogactwa przeżywania wewnętrznego, od zrozumienia
wartości ważniejszych niż doczesność i w efekcie oddala nas od Boga.
Działalność misyjna to często spotkanie z ludĽmi pozbawionymi niemal
wszelkich, często nawet podstawowych dóbr materialnych. Bogate kraje
zachodu, z których często pochodzą misjonarze, odróżniają się w sposób
ewidentny znacznie wyższym poziomem materialnej zamożności. To widać na
pierwszy rzut oka. Ta materialna zamożność pozwala budować ułudę
przewagi, a nawet wyższości nad biedą. Uleganie temu wrażeniu, także
podświadome, bywa częstym grzechem ludzi tzw. kultury zachodu,
stykających się z mieszkańcami krajów biednych. Nie ma jednak oczywistej
zależności między ubóstwem materialnym a duchowym. Wokół nas pełno jest
przykładów ludzi pozbawionych dóbr doczesnych, których dusza potrafi
zafascynować. Oczywiste są też przykłady ludzi duchowo płytkich, choć
niezwykle zamożnych. Ta prosta obserwacja staje się szczególnie istotna,
gdy stajemy twarzą w twarz z materialną biedą wkomponowaną w inną,
nieznaną nam kulturę, gdy głębia ducha może być łatwo zasłonięta przez
niezrozumienie i nieufność wynikające z różnego zaplecza kulturowego
tych, których spotykamy. Oczywiście nie jest prawdą, że każdy biedak
spotkany na misji ma rozbudowaną, bogatą osobowość. Jednak rozpoznanie
tej różnicy wymaga niezwykłej pokory i cierpliwości.
- Brak drogą do szczęścia
Współczesna popularna
kultura zachodu jest kulturą posiadania. Ze wszystkich stron otaczają
nas zachęty do nabywania takich czy innych dóbr materialnych, których
obecność w naszym otoczeniu ma przynieść pożytek, prestiż, wiele radości
a w domyśle także szczęście. Do tego przynajmniej starają się nas
przekonać dostawcy tzw. kultury masowej. Analizując wpływ tej kultury na
naszą osobowość i duchowość warto prześledzić następujące rozumowanie:
Człowiek, przed swoim narodzeniem znajduje się w otoczeniu dla niego
idealnym. Ciało matki zaspokaja wszelkie jego potrzeby. Dobrze znane
otoczenie daje absolutne poczucie bezpieczeństwa. Istnieje teoria wedle,
której nienarodzone dziecko w swoim świecie ma poczucie wszechmocy.
Moment narodzenia jest zerwaniem z tym wyidealizowanym stanem. Przyjście
na świat oznacza pojawienie się poczucia braku. Zdarza się głód, zdarza
się zimno, zdarza się niewygoda. Zwykle jednak rodzice, szczególnie
matka dokładają wszelkich starań, aby wszelkie niewygody złagodzić, aby
wszelki brak dziecka zaspokoić. W procesie dorastania jednak dystans
między rodzicami a dzieckiem zwiększa się. Przestrzeń braku też wyraĽnie
się rozszerza. Prawidłowo ukształtowany człowiek doskonale wie, że wiele
dóbr jest dla niego nieosiągalnych i potrafi być mimo to szczęśliwy.
Można, zatem wyprowadzić wniosek, że ważnym elementem procesu dorastania
jest właśnie coraz bliższe oswojenie się z brakiem. Dojrzałość wiąże się
z zaakceptowaniem faktu niezaspokojenia pewnych własnych potrzeb. Brak
niesie, zatem w sobie wyraĽny element pozytywny. Element, bez którego
nie jest możliwe w pełni rozwinięte człowieczeństwo. Oczywiście tego
wnioskowania nie wolno rozumieć opacznie jako pochwały nędzy lub
usprawiedliwienia braku wrażliwości na biedę. Istotne jest jednak, aby
zauważyć, że nie jest konieczne i nawet nie jest dobre zaspokojenia
każdej odczuwanej przez człowieka potrzeby.
To rozumowanie musi jednak być przyjmowane niezwykle ostrożnie.
Pytanie o to, co w sposób rzeczywisty jest niezbędne, o to, czy w
konkretnej sytuacji zaspokojenie konkretnej potrzeby jest lepsze od
pozostawienia braku ociera się niebezpiecznie o pychę. Każda ofiara
(materialna i duchowa), jeśli ma być dobra musi pochodzić z miłości.
|