SPOTKANIA FORMACYJNE:


 
Dzień I

Spotkanie rozpoczęło się tradycyjnie, w piątkowy wieczór. Po powitaniu i filiżance herbaty na wykład zaprosił ksiądz od 16 lat sprawujący posługę biskupią w Czadzie. Ks. biskup mówił o trudnościach tego afrykańskiego państwa, w którym większość ludzi żyje w nędzy. Brak powołań kapłańskich zarówno w samym Czadzie, jak i w krajach Europy sprawia, że kraj coraz bardziej odchodzi w stronę islamu. Już teraz muzułmanie stanowią tam 35% populacji (przy 30% katolików), a przyszłość wydaje się stać coraz bardziej pod znakiem półksiężyca.
Brak wykształcenia ludzi sprawia, że rozgrabiane są także naturalne dobra tego kraju. Obfitujący w złoża ropy naftowej Czad wykorzystywany jest przez zachodnie koncerny naftowe. Czerpią one ogromne korzyści z niekontrolowanego przesyłu ropy w czasie, gdy miejscowa ludność ginie z głodu.
Smutne rozważania księdza biskupa zwieńczone zostały mszą świętą. Część uczestników postanowiła wykorzystać wieczorny czas do wymiany myśli w "nieoficjalnej sali kongresowej", którą tradycyjnie już stanowi jadalnia.

Dzień II

Drugi dzień rozpoczęliśmy z wysokiego pułapu, od spotkania z Maristellą; misjonarką świecką od 1998 roku przebywającą w Togo. Maristella podzieliła się z nami swoją historią, opowieścią o dojrzewaniu do decyzji podjęcia konsekrowanego życia na misji, a także wrażeniami dotyczącymi mieszkańców tego niewielkiego skrawka naszego globu. W miejscu życia i pracy naszego gościa siostry prowadzą szkołę, w której edukację pobiera 100 młodych, ubogich kobiet. Dziewczyny uczą się takich zawodów, jak krawiectwo czy fryzjerstwo. Rozwijają też wiele innych umiejętności przydatnych w codziennym życiu.
Maristella uświadomiła nam podczas tego spotkania, że prawdziwą wartość życia misjonarza stanowi jego osobisty kontakt z ludźmi. Wzruszające historie o dziewczynie, która po długich rozmowach zdecydowała się urodzić dziecko, pomimo pierwotnego przekonania o chęci aborcji, czy o kobiecie, która zainspirowana działaniami sióstr postanowiła przejść na katolicyzm - pozostaną w naszej pamięci jeszcze przez długi czas. Mottem w życiu Maristelli stały się słowa "Jeśli ja chcę, by ktoś zrobił coś dla mnie, powinienem najpierw sam uczynić to drugiemu człowiekowi". To spotkanie z pewnością utwierdziło nas w przekonaniu, że każdy z nas powołany jest do czynienia dobra w miejscu, do którego został posłany przez Boga.
(Zachęcam do przeczytania zapisu krótkiej rozmowy z Maristellą, którą udało nam się odbyć w Gosławicach)

Po mszy św. spotkała się z nami siostra Rosmery Abraham z Indii, przełożona domu w Gosławicach, od 10 już lat przebywająca w naszym kraju. Siostra w niezwykle barwny sposób opowiedziała o swym dzieciństwie, naznaczonym bardziej "zastanawianiem się, co by tu wymyślić, żeby nie pójść do kościoła", niż pełnią wiary :-) Pewnego dnia Bóg pozwolił jej jednak zmienić swe podejście, zarówno do niego samego, jak i do drugiego człowieka. Mało zaangażowana dotąd Rosmery odkryła swe powołanie do życia zakonnego. Jako siostra, przeniosła się w najbiedniejsze rejony Indii. Choć pierwsze zetknięcie z trawiącym ludzi trądem było dla niej przeżyciem strasznym, uświadomiło ogromną potrzebę pomocy dotkniętym tą chorobą.
Siostra wspomniała swe pierwsze dni posługi. Brud, odurzający zapach i widok gnijących ciał, mimo najszczerszych chęci tworzył dlań barierę nie do przejścia. Rosmery dopiero po trzech miesiącach regularnych wizyt w hospicjum zmusiła się do bezpośredniego dotknięcia ciała ogarniętego trądem. Był to moment przełomowy.
Wyznania siostry pozwalają nam inaczej popatrzeć na własny wkład w dzieło misyjne. Każdy wolontariusz przechodzi chwile uniesień i chwile zwątpień. Każdy wolontariusz miewa momenty, w których towarzyszy mu nieodparta myśl: "Nie dam rady". Świadectwo siostry Rosmery uświadamia nam, że powierzenie opieki nad naszą misją Panu i zaufanie mu, w końcu przynosi oczekiwane owoce.

¨

W pierwszych dniach sierpnia b.r. w Rzymie odbył się międzynarodowy kongres VOICA. Misjonarze, siostry zakonne i 89 wolontariuszy pochodzących z całego świata (m.in. reprezentanci Ameryki Południowej, Australii i Azji), w tym także kilkanaście osób z Polski, przez niemal tydzień wymieniało między sobą doświadczenia, myśli i wizje dotyczące kształtu, jaki powinna przyjąć VOICA w przeciągu następnych pięciu lat.
Popołudnie drugiego dnia w Gosławicach poświęcone było właśnie relacjom z rzymskiego spotkania. Kongres, odbywający się pod hasłem "Poor With The Poor" (Ubodzy z Ubogimi) przyniósł wiele ciekawych spostrzeżeń. O tychże, w innym dziale napisze dla Was jeden z jego uczestników.

¨

Wieczór poświęcony został dyskusji na temat dalszej działalności wolontariatu kanosjańskiego w Polsce. Wszyscy uczestnicy spotkania zostali podzieleni na kilkuosobowe grupy, które za cel postawiły sobie znaleźć sposób na lepszą organizację, większe zaangażowanie w dzieło misyjne i skuteczniejsze dotarcie do tych osób, które jeszcze o nas nie słyszały. Z ważniejszych postulatów wskazano na:

- Potrzebę lepszej promocji VOICA (rozwój strony internetowej, szeroki dostęp do biuletynu informacyjnego, osobiste zaangażowanie wszystkich uczestników spotkań);

- Zdefiniowanie podziału obowiązków;

- Większą integrację uczestników (spotkania rekolekcyjne w okresie Adwentu i Wielkiego Postu, wprowadzenie informacyjne dla nowych uczestników spotkań);

- Ustalenie stałych terminów spotkań.

Ostatnim, bardzo miłym punktem programu drugiego dnia gosławickiego zjazdu było ognisko. Wszyscy zebrani przy akompaniamencie gitary mogli osobiście doświadczyć smaku pożywienia z "afrykańskiego kociołka". Osoby przygotowujące to wykwintne danie zdawały się nie do końca być świadomymi, cóż dokładnie złożyło się na efekt końcowy, niemniej jadło było bardzo smaczne :-)

Dzień III

Ostatni dzień pobytu w Gosławicach rozpoczęliśmy jutrznią i mszą św. Następnie na swoje podsumowanie tematu przewodniego spotkania zaprosiła siostra Amelia. Siostra wskazała na pierwszoplanową rolę, jaką powinien sprawować Jezus Chrystus w życiu każdego z nas. Szczęście człowieka doświadczalne jest jedynie poprzez dźwiganie krzyża Jezusa i pomoc w niesieniu krzyży innych ludzi. Przy okazji rozważań siostry Amelii warto jeszcze raz wrócić do słów Maristelli, która przypomniała nam dzień wcześniej wspaniałą istotę człowieczeństwa: "Jeśli chcesz być szczęśliwy, uczyń innych szczęśliwymi"! S. Amelia wskazała na potrzebę życia człowieka w zgodzie z jego powołaniem. Wszyscy urodziliśmy się w Kościele, wszyscy przez to staliśmy się jego częścią i musimy działać na jego rzecz. Tylko poprzez bliski osobisty kontakt z Bogiem odnajdziemy w nim właściwe miejsce dla siebie - jako kapłan, siostra zakonna lub osoba świecka.

¨

Kolejnym gościem była Jenny; świecka misjonarka ze Stanów Zjednoczonych. Jenny podzieliła się z nami swymi przemyśleniami, uzbieranymi w przeciągu 4 lat. W 2001 roku po raz pierwszy bowiem podjęła się długoterminowego wolontariatu.
Dlaczego to uczyniła, nie wie sama. Chęć pomocy ludziom poprzez wolontariat drzemała w niej od zawsze. Bardzo silne więzi emocjonalne z rodziną i przyjaciółmi ze Stanów sprawiały, że nigdy jednak nie myślała, aby wyjechać gdzieś dalej, na dłużej... Jak mówi, przełomem były słowa jej przyjaciela, stwierdzającego, że prawdziwej bliskości nie odbierze im żadna odległość. To, co najcieplej wspomina z Malawi, to eucharystia. Codzienny kontakt z Bogiem napawał ją ogromną radością, a świadomość, że wiele tysięcy kilometrów dalej to samo ciało Chrystusa przyjmują jej bliscy, dodawała otuchy i poczucia bliskości.
W nawiązaniu do mowy siostry Amelii, Jenny wskazała na to, jak ważne jest szukanie właściwej drogi w jej życiu osobistym. Modlitwa i otwartość na obie ścieżki (życie świeckie i zakonne) towarzyszą każdemu jej dniu.
Nasz gość wskazał na potrzebę wspierania Kościoła. Wielu chrześcijan narzeka na Kościół, wytykając na każdym kroku nieprawidłowości i nadużycia w jego obrębie. Nie możemy jednak zapominać, że i MY jesteśmy częścią tego ciała! I jako taka, powinniśmy działać na rzecz jego rozwoju poprzez pracę nad sobą i odnalezienie naszego powołania.
Puentę wypowiedzi stanowiło zdanie: "Kiedy spróbujemy to zrobić, Bóg będzie nas wspierać, a my będziemy to czuli. Kiedy Ty wspierasz Boga, Bóg wspiera Ciebie!"
Na zachętę, ale i ku przestrodze dla naszych dalszych działań Jane stwierdziła: "Macie coś pięknego tutaj, w tym miejscu i w tej grupie ludzi. Możecie to jednak bardzo szybko stracić, gdy nie będziecie mieć ognia w sobie. Jesteście wzajemnie odpowiedzialni za siebie, za wspieranie się w grupie i za działalność VOICA".

¨

Zwieńczeniem naszego wrześniowego spotkania było świadectwo siostry Patrizii Livraga; międzynarodowego koordynatora VOICA. Siostra rozpoczęła słowami "Chcę mówić o miłości. Nie chcę mówić o niczym innym". I rzeczywiście tak było. S. Patrizia na początku wytłumaczyła na czym polega charyzmat Magdaleny Di Canossa; założycielki i patronki zakonu kanosjańskiego. Uświadomiła też zebranym, że jeśli przyjechali na spotkanie VOICA po raz drugi, trzeci, czy czwarty - sami również znajdują się pod działaniem charyzmatu św. Magdaleny. Siostra opowiedziała o życiu patronki VOICA: Św. Magdalena di Canossa urodziła się 1 marca 1774 r. w Weronie w rodzinie arystokratycznej. Bardzo wcześnie została osierocona. Będąc osobą niezwykle wrażliwą, szukała gorliwie swego powołania przez modlitwę i praktykę cnót ewangelicznych. Uczestnicząc w dramatycznych wydarzeniach społecznych, politycznych i kościelnych swego czasu, włączała się w różnorodną działalność, m.in. charytatywną na rzecz ubogich i opuszczonych dzieci. Postępując na drodze duchowej, odkryła w ukrzyżowanym Chrystusie fundament swojej duchowości i misji. Odkrywszy powołanie, doszła do bolesnego stwierdzenia, że "Chrystus nie jest miłowany, ponieważ nie jest znany". Nie mogąc przejść obojętnie obok tych myśli, założyła 8 maja 1808 r. Zgromadzenie Córek Miłości, a następnie 23 maja 1831 r. Zgromadzenie Synów Miłości. Zmarła w Weronie 10 kwietnia 1835 r. Beatyfikowana została 7 grudnia 1941 r. przez papieża Piusa XII, a kanonizowana 2 października 1988 r. przez Jana Pawła II.

Następnie wysłuchaliśmy opowieści siostry Patrizii o jej wypadku samochodowym, paraliżu i rekonwalescencji. Wtedy jeszcze raz uświadomiliśmy sobie, jak krętymi nieraz ścieżkami Bóg powołuje nas do siebie. I jak wiele sił może z nas wydobyć, kiedy tylko zdecydujemy się mu w pełni zaufać...

K.M.