|
Podsumowanie spotkania w Gosławicach
Nasze pierwsze powakacyjne spotkanie
odbyło się w stosunkowo nielicznym gronie (było 14 osób). Głównym
jego tematem było "Doświadczenia Misji". Wiele rozmawialiśmy o
projekcie "Ukraina 2006".
Ale od początku. W piątkowy wieczór, jak zwykle, wszyscy się
zjeżdżali...

(Zdjęcie: Adrian)
Sobotę rozpoczęliśmy
Mszą św. Po niej było śniadanie, po którym ustawiliśmy na dworze
ławki.
 (Zdjęcie: Adrian)
Ewa Habel miała nam opowiedzieć o
swojej pracy w Malawi. Mówiła głównie o motywacji i celu wyjazdu na
misje oraz o tym, jak ważne jest, by nie palić za sobą mostów, gdy
wyjeżdżamy na misje, bo po powrocie może okazać się, że osoby, które
były naszymi przyjaciółmi już nimi nie są.
 (Zdjęcie: Adrian)
Po obiedzie Kasia pokazała przygotowaną
przez siebie prezentację dotyczącą naszego pobytu na Ukrainie.
Osoby, które uczestniczyły w wolontariacie na Ukrainie mogły znowu,
w pewnym sensie, tam wrócić. Jak to mówią, wspomnienia odżyły.
Kolejne zdjęcia przypominały nam miejsca i ludzi, z którymi się tam
zetknęliśmy. Trzeba dodać, ze w międzyczasie Agata i Ania Ż.
opowiadały o swoim pobycie w Latyczewie na Ukrainie, bo tylko one
tam były. Praca tam była naprawdę ciężka. Około godz. 16.00
przyjechały Halinka i Mirka. Halinka przedstawiła swoją prezentację
z projektu "Ukraina 2006/2007". Na rok przyszły planowane są trzy
miejsca pracy wolontariuszy na Ukrainie: Winnica, Rożyn i Latyczew.
Potem czytaliśmy pozdrowienia i listy, które przyszły na stronę
V.O.I.C.A drogą elektroniczną. Między innymi list otrzymany 14
września 2006 od Justyny Januszko z Boliwii.
___________________________________________

(Justyna
Januszko)
"Wiem, wiem zaniedbuję was jak
zwykle... Pamiętam w modlitwie. Dotarłam podroż długa, mecząca ale
jak już się wysiądzie i wiem ze to już to, to wszystkie niewygody
się zapomina. Nie dotarłam jeszcze do swojej wioski-miasta... siedzę
w mieście u franciszkanów i czekam na przyjazd mojego proboszcza.
Wyszłam na chwile na ulice.... przypominają mi ulice Malawi... i
dorwałam jakąś norkę z internetem... próbuję pisać ale to duży
wysiłek biorąc pod uwagę z jaką siłą musisz walić w klawisze żeby
pojawiły się litery. Będę starała się do was pisać... do internetu
nie będę miała blisko 180 km ale raz na jakiś czas będę wam się
przypominać. Proszę o modlitwę i obiecuję o was pamiętać. Uściski
dla s. Amelii i pozdrowienia dla wolontariuszy.
JJ
PS. Bez Voica na pewno moje tułanie się wyglądałoby inaczej.
Bóg zapłać
Pa"
___________________________________________
 
(Zdjęcia:
Adrian)
Wieczorem pojechaliśmy
wszyscy samochodem Piotra na lody i pizzę do Tarnowa. Siostra Amelia
powiedziała, że było to zdarzenie bez precedensu w historii spotkań.
Podczas tej "wyprawy" wyszła inicjatywa, żeby zebrać między sobą
pieniądze na rower dla Ewy. Ewa opowiadała, że rowery, które kupują
w Afryce bardzo często się psują, a porządny rower jest im bardzo
potrzebny, by np. dowozić do osób starszych mąkę w porze głodu.
 (Zdjęcia:
Adrian)
Czas na modlitwę zawsze
jest. Wieczorem w Kaplicy u Sióstr wspólnie odmówiliśmy różaniec
misyjny.
W niedzielę, razem z
naszymi bagażami pojechaliśmy na Mszę św. do kościoła parafialnego w
Wierzchosławicach. Po Mszy św. pożegnaliśmy się i każdy pojechał do
domu.
|