Listy misjonarzy:


 

LIST OD Kasi z Egiptu


Aaba al here!!! (ar. czesc) Witam Was wszystkich bardzo serdecznie z cieplutkiego Kairu (s. Amelia kazala mi cos napisac....wiec to robie...) Niektorzy mnie znaja, niektorzy jeszcze nie...wiec sie przedstawie. Mam na imie Kasia i jestem wolontariuszka w Egipcie. Nasza wspolnota "voica Cairo" jest pierwsza misja voiki w Egipcie. Wspolnota ktorej jestem członkiem nie jest zbyt duza, poniewaz liczy "az" dwie osoby, tzn. ja i Maria (amerykanka). Wyladowalysmy w Egipcie juz 10 miesiecy temu (ale ten czas szybko ucieka) . W tym okresie zmieniałysmy nasze miejsce pracy kilkakrotnie. Ja pracowalam w przedszkolu siostr Kanosjanek, w szkole ksiezy Kombonianow, w klinice ksiezy Kombonianów i w szkole ksieży Salezjanów ( jak w kołowrotku), ale wszystkie te miejsca pracy zwiazane sa z uchodzcami z Sudanu. Mniej wiecej od 1997 roku w Sudanie trwa wojna religijna. Pomimo iż w kwietniu tego roku podpisano pakt pokojowy to walki pomiedzy wyznawcami islamu a katolicką partyzantką wciąż nie ustaly. Tak też Sudańczycy znalezli schronienie min. w Egipcie. Nasza misja jest specyficzną misją, a to z kilku wzgledów: min. przez to iż mieszkamy w stolicy bardzo popularnego turystycznie państwa, co wiąże się z tym, iż mamy dostęp do wszelkich dobrodziejstw cywilizacyjnych począwszy od supermarketów, metra kończąc na mediach (nie mamy w naszym mieszkanku telewizji ani telefonu:)).



Problem pojawia się w momencie gdy należy podjąc decyzję jak korzystać z tych dobrodziejstw dzieląc jednoczesne codzienność z biednymi uchod?cami. Kolejnym specyficznym elementem naszej misji jest praca z uchod?cami, którzy bardzo często nadużywajš swojego statusu "uchod?cy", uważając, że im się wszystko należy wlaśnio z tego względu, i nieustannie powtarzają "ana ajza" ( ja potrzebuje). My staramy się w miarę naszych możliwości uczyć ich jak zarabiać pieniądze a nie jak wyciągać rękę po gotowe, co nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem. Dwa tygodnie temu rozpoczęlismy nowy rok szkolny w szkole sióstr Kanosjanek. Jest to niewielka szkółka licząca 163 studentów w przedziele wiekowym od 2,5 do 8 lat. Nasi studenci to w głównej mierze Sudańczycy,ale mamy tez kilkoro Egipskich dzieci z biednych rodzin. Pomimo że jest ich tylko 163, ale jak to dzieciaki z afrykańskich wiosek rozrabiają za 1000... , nasze dzieci są rownież różnych wyznań religijnych, muzułmanie i inne odłamy chrześcijańskie. W tym roku przypadła mi klasa najmłodszych dzieciaków, czyli 2,5 i 3 latka. Mam ich w klasie 32 i czasami ta trzydziestka słodkich (na zdjęciach) maluchów doprowadza mnie do białej gorączki. Pracę zaczynamy o 7 rano i kończymy o 14 po czym idziemy do domu przygotować lunch, po czym jedziemy metrem do drugiej szkoły w której uczymy dorosłych Sudańczyków angielskiego i informatyki trzy razy w tygodniu, w pozostale popołudnia idziemy do parafii prowadzić zabawy dla dzieciaków egipskich.

Tak mniej więcej mija dzień za dniem, tydzień za tygodniem, co nie oznacza, że wpadamy w jakąś rutynę ( z dziećmi to niemożliwe), każdy dzień jest inny od nastepnęgo i pełen niespodzianek. Naturalnie praca z dziećmi byłaby o dużo łatwiejsza, gdyby nie istniała bariera językowa utrudniajacą komunikację. W Egipcie uczymy się arabskiego dialektu egipskiego, natomiast nasi studenci uzywają arabskiego dialektu sudanskiego, który znacznie rożni się od egipskiego. Tak też dwa arabskie dialekty nie zawsze ulatwiają nam zycie..... ale jesteśmy szczęśliwe, że tutaj jesteśmy ..... i nie wyobrażam sobie poranków bez roześmianych lub zapłakanych twarzyczek moich maluchów...... Pozdrawiam serdecznie wszystkich wolontariuszy .....
 

Prosze o modlitwe