|
LIST OD JUSTYNY JANUSZKO
Malawi, 13 września 2003 r.
Cześć wszystkim !!!
Listy jak już wiecie, to moja nienajlepsza strona, ale i tak jestem
lepsza od was, tzn. piszę częściej.
Pod koniec sierpnia zaczęliśmy trzeci i ostatni "term" = trimestr w
tym roku. Czas zleciał niesamowicie szybko. Dziś mija dokładnie rok od
mojego wyjazdu do Rzymu.
Zanim rozpoczęliśmy semestr trzeci mieliśmy krótkie wakacje.
Postanowiliśmy spędzić jeden tydzień wakacji z wolontariuszami z
Tanzanii (tu dziewczyny kończą pracę w grudniu). Miejsce spotkania:
północ Malawi. Cel: prawdopodobnie ostatnie spotkanie z ludĽmi, z
którymi spędziliśmy 3 miesiące w Rzymie oraz dobry czas na rekolekcje,
jakie powinnyśmy odbyć przynajmniej raz w roku podczas pobytu na
misjach (według programu VoICa).
I pewnie nie zdziwię was ze było niesamowicie.
Po powrocie z wakacji mieliśmy najazd rodziców Jeny i Lisy. Spędzili
tu trochę czasu nie tylko na wakacjach, ale pomagali także w szkole.
A jeszcze trochę wcześniej (może słyszeliście) mieliśmy do czynienia z
"Al Qaid-ą", oczywiście nie osobiście. Aresztowano kilku mężczyzn w
Lilongwe i zaraz potem zostali oni deportowani. I (ta informacja może
być ciekawa dla Beaty) kilka dni po aresztowaniu, grupa ortodoksyjnych
muzułmanów dokonała kilka rozbojów w Mangochi, nie tak daleko od nas
od Balaki (miejsce pobytu Sary i Beaty). Atakowali oni organizacje
charytatywne - amerykańskie i czepiali się trochę chrześcijan.
Moi współtowarzysze (Amerykanie) byli trochę zaniepokojeni. Jak się
jednak dowiedzieliśmy na czym polegały napady okazało się nic
poważnego. Otóż, najpierw atakujący powiadamiali ludzi znajdujących
się w budynku - punkcie atakowanym - żeby opuścili teren, a póĽniej
budynek został demolowany. Większe nieprzyjemności miał biskup
lokalny. Ciśnienie obniżył trochę Muluzi - prezydent (muzułmanin),
który skrytykował te wydarzenia i zapowiedział surowe kary. Od tego
czasu (prawie 3 miesięcy) wszystko jest w porządku.
Ale wracam do szkoły. ...Tak więc zaczęliśmy ostatnią
"część" roku szkolnego. Niestety dużo dziewczyn jest zagrożonych
powtarzaniem roku (pomiędzy 20 a 30 osób), a pamiętajcie, że mamy w
tym roku tyko 70 studentów, więc to duży odsetek. Znane jest tutaj (w
Malawi) przeskakiwanie klas, tzn. jeśli masz pieniądze i niekoniecznie
mądry pomysł, żeby dziecko szybciej skończyło szkole, przerzuca się je
szybciej do wyższej klasy. I tak bywa ze dzieciaki, które nie przeszły
wszystkich klas szkoły podstawowej, lądują w szkole średniej. O to
podejrzewane są, co najmniej 3 dziewczyny w szkole.
Poza tym trudności w nauce mogą wynikać z rożnych przyczyn: rożne
szkoły - rożny poziom, problemy rodzinne, częsta malaria i powikłania
po niej (zwłaszcza mózgowa pozostawia pewne deficyty, które z kolei
utrudniają studiowanie)...Itd. Wiemy ze "przepchanie" tych dziewczyn
do następnej klasy nie jest żądną pomocą dla nich. Z drugiej strony,
jeśli "oblejemy" te dziewczyny prawdopodobnie część rodziców zabierze
je ze szkoły i pośle do innej prywatnej gdzie jest automatyczne
przechodzenie z klasy do klasy.
Myślimy by od następnego roku zrobić oddzielna klasę dla tych, co nie
przejdą I maja bardzo duże trudności szkolne (poziom wczesnej
podstawówki). Chcemy także zorganizować im inne przedmioty bardziej
praktyczne do życia. Musi to jednak zaakceptować "góra"(siostra
prowincjalna, która ma siedzibę w Tanzanii) i co bardzo ważne, rodzice
tych dziewczyn.
Ostatnio mieliśmy także dzień sportu w szkole średniej, wielka radocha.
Dzięki waszym pieniądzom zakupiłam kilka rzeczy, które nam się
przydały, a które na pewno wykorzystam także podczas W-F-u.
Ewa pisząc do mnie pytała, czego nam potrzeba. Wcale nie są to rzeczy
do przetrwania potrzebne, ale na pewno ułatwią prace:
- skoroszyty dla nas (nie dla studentów), bo papiery fruwają wszędzie;
- teczki plastikowe (ten sam powód);
- ze 2/4 dobre słowniki angielsko - angielskie, te, które tu mamy są
naprawdę stare i nie w każdym przypadku użyteczne;
- przyrządy do w-f-u (tu są strasznie drogie); mamy piłki do siatki,
netballu, kosza I tyle. To jednak i tak dużo jak na afrykańską misje.
Marzą mi się skakanki, hola hop - wiem niemożliwy do przesłania;
- cos do robótek ręcznych: druty, szydełka i takie tam? (to z myślą o
klasie "specjalnej" -w przyszłym roku).
Może napisze wam, jakie mamy kluby zainteresowań to może na cos
wpadniecie.
Netball, siatkówka, klub matematyczny, dziennikarski, drama, chór,
klub szachowy, sztuka (skończyły nam się farby plakatowe), ale, co
chce wyraĽnie zaznaczyć - standard naszej szkoły jest dużo wyższy niż
większości dookoła. Jeśli macie, więc bardziej potrzebujące misje my
przeżyjemy bez skakanek i innych ..."opów".
Pozdrawiam. Proszę o modlitwę. Czekam na wieści od was.
Dobrze byłoby wiedzieć, co się u was na spotkaniach dzieje.
Przypomnielibyście sobie o tych, co poza krajem, nie tylko czytając od
nich listy, ale także pisząc do nich, co u polskich wolontariuszy się
dzieje. Może to nie głupi pomysł żeby wysyłać do tych, co na misjach
sprawozdanie - list: co działacie, jak wygląda grupa polskich
wolontariuszy VOICA? Pomyślcie o tym.
Justyna |