|
LIST OD EWY HABEL
Togo, 27 września 2000 r.
Ciągle jeszcze żyje minął już tydzień jak jestem w
Togo i właśnie udało mi się dorwać komputer w szkole co wcale nie jest
takie proste jak się nam wydawało. Różnica czasowa jest miedzy nami
2 godziny (Lome 16.30 -Warszawa 18.30), słońce wstaje po 5.00 i
zachodzi jest zupełnie ciemno -ostatnio przejechałby mnie rowerzysta w
tych ciemnościach) po 18.00 więc normalnie o 21.00 jestem padnięta.
Teraz mamy porę deszczu wiec jest spoko dla nas Europejczyków - jak
pada deszcz to jest nawet przyjemnie wyjść na dwór i zmoknąć.
Często to miejsce przypomina mi Ukrainę - tutaj ludzie są bardzo
dobrzy, gościnni i przychylni dla sióstr i dla nas białych; na co
dzień posługujemy się francuskim (ja też się staram, więc Duch Św. ma
dużo pracy pomagając zrozumieć innym co chcę powiedzieć).
Czas spędzony w Rzymie nie był dla mnie czasem straconym -
doświadczyłam tam wielu wspaniałych rzeczy i spotkałam wspaniałych
ludzi, teraz korzystam z tego czego się tam nauczyłam. Nie jest łatwo
zdobyć zaufanie gdy się jest obcokrajowcem (i w Rzymie i tutaj), ale "bleo,
bleo" = doucement można cos osiągnąć, czasami w duchu tylko się
wkurzam, ze traktują mnie jak dziecko ...
Dla mnie minęło już dużo czasu odkąd jestem poza domem i odkąd się nie
widzimy..., a język polski używam właściwie tylko gdy pisze list. Nie
martwcie się u mnie wszystko w porządku (j'espere że u Was także)
czasami tylko troszkę tęsknię za Domem i za Wami, ale modlitwa bardzo
pomaga i moja wspólnota (Cecylia i Stefania).
Mama mia! Jakie tu jest piękne niebo w nocy - wieczorem przyjemnie
jest wyjść na spacer w towarzystwie latarki (bo podobno gdzieś w
pobliżu krąży wąż). Mam swój pokój i ostatnio zamieszkał ze mną dzako
= jaszczurka, to bardzo pożyteczne stworzenie bo zjada dzandzare =
komarki.
Prąd oczywiście mamy - ale co kilka dni wieczorem przez dwie godziny -
mamy generator na benzynę; lodówkę mamy na gaz i mamy tez zawsze
światło - ponieważ mamy baterie słoneczne.
Widzę, że jest tutaj dużo pracy wiec konieczny jest francuski. Ja
myślę także o dialekcie "Eve", ponieważ dzieci i starsi nie używają
francuskiego. Mamy piękną misje, ma dopiero 5/6 lat ale jest już duży
dom dla sióstr, postulantek i nowicjuszek (mamy kilka powołań), dom
dla woluntariuszy, szkołę z internatem (jak wszystko będzie dobrze to
będę w niej uczyć od listopada = początek roku szkolnego) i kończy się
teraz budowa dużego ośrodka dla najbardziej potrzebujących. Potrzeby
są duże, mnóstwo ludzi jest bardzo biednych i chorych. Ja każdego dnia
budzę się ze świadomością, że jestem na misji i że jestem
chrześcijaninem, który ma dawać dobry przykład innym (potrzebuję
Waszej modlitwy - ja również pamiętam o Was).
Bardzo lubię chodzić na spacery po okolicznych wioskach - to jeden ze
sposobów poznania ludzi i ich zwyczajów; nie potrafię powiedzieć jaki
procent katolików mieszka wokół naszej misji (mieszkamy jakieś 30 min.
od Lome), jest tu dużo protestantów etc. i wierzących w bóstwa. Do
naszej misji codziennie przyjeżdża czarny ksiądz sprawować
Eucharystię.
Tak, jestem szczęśliwa, ze jestem tutaj tylko czasami brakuje mi
cierpliwości w nauce. Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiliście,
dziękuje za Wasza pamięć i trzymam za Was kciuki - powodzenia w nauce.
Serdeczne pozdrowienia dla S. Ameli i Beatki !!! Obiecuje łączność w
modlitwie 1 paĽdziernika. Serdeczne pozdrowienia także dla Waszych
Rodzin!
Semper fidelis
- Ewa |